czwartek, 11 października 2012

Polskie miasteczko duchów

Siema! Jak tam życie?! Mam nadzieje, że humor dopisuje. Ja się cieszę, bo do reprezentacji trafił Szczęsny i Błaszczykowski. A jak wam się podoba hit biało-czerwonych?? Mnie to osobiście bardzo się podoba ale nie jestem do końca pewna jak zareagują nasi piłkarscy przeciwnicy. Już nie zanudzam przechodzę do notki. 
**********
Kiedyś duma PRL, dziś - totalna ruina i miasteczko duchów. Mowa o Kozubniku - Zespole Domów Wypoczynkowo Szkoleniowych, będących ośrodkiem wczasowym nieistniejącego już Hutniczego Przedsiębiorstwa Remontowego w Katowicach. 

Budowa ośrodka rozpoczęła się w 1968 roku i w ciągu dwóch lat powstała większość budynków. Kompleks zajmował obszar 7,5 hektara i był zupełnie samowystarczalny. Posiadał własne ujęcie wody, oczyszczalnię ścieków i awaryjny system zasilania, a nawet własną stację benzynową. 

Ośrodek zatrudniał stały personel medyczny i do dyspozycji miał nawet karetkę pogotowia. 

Wieść gminna niesie, że choć ośrodek zbudowano dla pracowników przedsiębiorstwa hutniczego, to tak naprawdę gościł on przede wszystkim partyjnych dygnitarzy, przyjezdnych z "krajów kapitalistycznych" oraz syna Leonida Breżniewa. 

Ośrodek znajduje się w Beskidzie Małym. Do kompleksu budynków prowadzi wąska, górska dróżka - ulica Mała Puszcza.

Dawniej na tej uliczce znajdowała się sygnalizacja świetlna, co na tamte czasy było zupełną nowością.

Najwyższy budynek - Kiczora za swoich świetnych czasów był dostępny tylko wybranym. Najwyższy budynek był hotelem głównym, dostępnym jedynie dla najważniejszych gości.

Ośrodek położony był w malowniczym miejscu. Teraz jest on ruiną, ale widoki pozostały te same. Ci mniej ważni goście oraz zwykli pracownicy (jeśli już udało im się tam dostać), lokowani byli w budynkach skromniejszego luksusu.
Bogato zdobione sufity pamiętają jeszcze czasy świetności budynku. Wraz z upadkiem PRL skończyły się czasy świetności, nie tak starego przecież, ośrodka.
Firma,która została jego właścicielem nie inwestowała w remonty i unowocześnianie kompleksu, co doprowadziło do niechęci odwiedzających.
Wkrótce właściciel borykał się już z tak ogromnymi długami, że musiał ogłosić upadłość. Tym samym ośrodek został opuszczony i zostawiony sam sobie.
W wielu miejscach zachowały się jeszcze oryginalne tapety sprzed ponad 40 lat. Obecnie, niegdyś luksusowy kurort jest opuszczoną ruiną.
W niektórych miejscach zachowały się nawet okna.Wszystkie przedmioty, które przedstawiały sobą jakąś wartość, zostały rozkradzione. To, co pozostało, nie przedstawia się najlepiej.
Ruiny restauracji. Obok potok. Kiedyś ośrodek posiadał własne ujęcie wody. Dzisiaj kompleks wykorzystywany jest głównie do prowadzenia ćwiczeń przez różne służby ratownicze, a także jest polem bitwy dla paintballowców.
Miasteczko w niczym nie przypomina już ekskluzywnego miejsca, którym kiedyś było. Dawne chodniki zaczyna pochłaniać las. Ukryte między drzewami zabudowania bez okien przywodzą na myśl zaginione domy z horrorów
Mam nadzieję, że notka interesująca. Pozdrawiam, Nonia

Gry Spiderwick


Siemka! Dzisiaj dodam gry Spiderwick. Zdjęcia znalazłam w internecie bo nie chciało mi się ich robić.Najpierw internetowe:



http://www.bordersmedia.com/spiderwick/discover_a_sprite.asp

W grze tej możemy stworzyć własnego chochlika z części ciała chochlików już istniejących.









http://www.gamezhero.com/online-games/arcade-games/thespiderwick-onlinegames.html
http://www.loglod.com/game/2346/Spiderwick.html


Wybieramy sobie postać i biegamy zbirając żetony z chochlikami, omijają gobliny .Całkiem fajne - zajmujące - przynajmniej na początku. Może się długo ładować.



http://www.oyunlar1.com/online.php?flash=3346

Stoimy na dachu i rzucamy (za pomocą myszki) dachówkami w gobliny, w późniejszych poziomach także w trolle. Musimy chronić dom, bo jeśli stworzenia za blisko podejdą, przegryzą ochronny krąg.


Znam tylko jedną taką grę. To gra na podstawie filmu. Jak to gra, opiera się na filmie dość luźno. Trzeba przede wszystkim ukonczyć wątek główny - najważniejsze wydarzenia z filmu. Oprócz tego mamy wątki poboczne - łapanie chochlików, szukanie dowodów itp. itd. Możemy zmieniać postacie - Jared, Simon, Mallory, Naparstek - w grze będziemy nimi wszystkimi. Niektóre zadania może wykonać każde z dzieci, niektóre narzzucaja postac, jaka musimy być. Dostępne są też bonusy - wywiady z autorami, sekwencje filmowe, a także opcja gry dla dwóch osób - wybieramy sobie arenę i ustawiamy, czy chcemy tylko łapac chochliki, czy takze walczyć z goblinami... Gra bardzo fajna - polecam fanom Kronik.



Screeny z gry
Gry na komórkę:

Elfy

Hej! Dzisiaj napiszę o elfach. Dodam też kilka obrazków. Nie przedłużać, zapraszam na notke !!
**********

Elf – stworzenie rodem z mitologii germańskiej. Z początku elfy były pomniejszymi bożkami natury i płodności, później były przedstawiane jako chochliki lub duszki leśne bądź wodne. W folklorze przedstawiane są jako małe, wyglądające młodzieńczo ludziki wielkiej piękności, żyjące w lasach, źródłach, studniach, a nawet pod ziemią. Wierzono, że są długowieczne, jeśli nie nieśmiertelne i posiadają różnorakie magiczne moce.
Tańczące Elfy na łące: Taniec Elfów:
    
Elfy stanowią jedną z najważniejszych ras większości światów fantasy.
Ze względu na różnice między światami, zachodzą również zasadnicze różnice w opisach elfów w różnych rzeczywistościach fantasy. Wspólne pozostają jednak przeważnie pewne elementy natury oraz wyglądu elfów:
-spiczaste uszy;
-długowieczność albo wręcz nieśmiertelność;
-związki z naturą i lasem, a zazwyczaj także morzem;
-uzdolnienia magiczne;
-piękny wygląd;
-długie włosy (najczęściej blond lub srebrzyste albo czarne);
-piękny i melodyjny głos;
-niezrównane umiejętności łucznicze i walki ogółem;
-bardzo dobrze rozwinięte zmysły;
-wysoki lub niski wzrost.
  
Kroniki Spiderwick
Tu elfy są istotami kochającymi naturę; części ich ubioru stanowią np. kwiaty, liście itp.
Król Elfów:
   

Alagaësia :

Elfy z Alagaësii są niemal kopią tych ze Śródziemia J.R.R. Tolkiena, jedynie nieco bardziej od nich przypominają ludzi, zarówno w wymiarze psychicznym, jak i fizycznym. Mogą przybierać dowolny wygląd w zależności od woli. Myślą w sposób wyraźnie od ludzkiego odmienny i muszą wiele lat przebywać wśród ludzi by móc ich zrozumieć. Kierują się olbrzymią ilość zwyczajów i utartych zachowań mających uchronić je przed konfliktami. Mieszkają w puszczy Du Weldenvarden, do której przypłynęły ze swojej krainy Alalei wiele tysięcy lat temu. Ich królową jest Islanzadi

Alfabet Elfów:
    

Smoki i Berbegazi

Hej, dzisiaj napiszę o smokach rozpisze się trochę dla nich. Do przeczytania polecam:"Jak wytresować sobie smoka" Cressida Cowell.
  
''Smokologia'' wydawnictwo ''Debit''
                                       Potężne smoki (nazywane również wyrmami i drakami) to drapieżniki o straszliwych zębach, zabójczym oddechu, ostrych szponach i twardej jak kamień skórze. Mieszkają zwykle w górskich jaskiniach, daleko od cywilizacji, ale kiedy zbliżą się do ludzkich siedzib, ich ogromny apetyt staje się źródłem konfliktów.
Małe smoki uwielbiają drapać wymiona krów i pić mleko, dzięki któremu rosną w zatrważającym tempie. Osobniki dorosłe odżywiają się dużymi ssakami, a nawet wielkimi rybami, takimi jak rekiny. Kiedy przyciśnie je głód, nie gardzą tez ludzkim mięsem i zdarzało się, że ich ofiarą padały całe wioski.Ostatni opisany przypadek zabicia smoka przez człowieka o imieniu sir Garrot miał miejsce w VIII wieku. W dawnych czasach ludzie rozpoznawali sygnały wskazujące na obecność smoków i warto pamiętać o tych sygnałach także dzisiaj.Jeśli w powietrzu unosi się gęsta, trująca para, a woda piecze w przełyku, gdy się ją pije, lub parzy skórę podczas kąpieli, możemy mieć pewność, że smoki są w pobliżu. Wydzielają one bowiem jad, który wsącza się we wszystko, czego dotkną.Smoki rozmnażają się podobnie jak węże. Składają mnóstwo jaj, ale wylęga się z nich niewiele młodych, a jeszcze mniej osiąga wiek dorosły. Smoki są samotnikami i rzadko można spotkać więcej niż dwa dorosłe osobniki razem.Nowo narodzony smok mieści się w ludzkiej dłoni. Młode osobniki mają więcej cech zwierzęcych, ale z czasem zyskują umiejętność mówienia, a nawet dyskutowania.Smoki przesypiają znaczną część życia. Podobnie jak wielkie koty, gdy nie polują, sprawiają wrażenie ociężałych. Potrafią jednak poruszać się bardzo szybko, zarówno na ziemi, jak i w powietrzu.Smoki występują na całym świecie, przede wszystkim w Azji i w Europie. Niektóre osobniki słynęły z wielkiej mądrości, ale najczęściej smoki posługują się zwykłym sprytem.  
Artur nigdy nie spotkał żadnego smoka, w przeciwieństwie do rodzeństwa Grace’ów. Mulgarat chciał wykorzystać te gady do podbicia świata.
 

Stworzenia z narodu Słowian


Dzisiaj napiszę o stworzeniach z wierzeń Słowian. Zasadniczo wszystkie widywane w przedchrześcijańskiej Polsce istoty fantastyczne były uznawane za duchy zmarłych - przeważnie samobójców, morderców lub tych, którzy zginęli nagłą i przedwczesną śmiercią. Wiele z nich przypomina stworzenia opisane w Przewodniku - przykładem może być rusałka czy domowik. Przejdźmy jednak do najważniejszego, czyli samych opisów.

                                                     DOMOWE DUSZKI
                                                
Kiedyś prawie każdym polskim gospodarstwem domowym opiekował się mały duszek, rzekomo duch jednego ze zmarłych domowników. Zwany był domowikiem, domowojem, domowym, dworowojem, gumiennikiem, ubożem, kłobukiem, kołbukiem, skrzakiem lub skrzekiem, a nawet gospodarzem, dziadkiem czy ojczulkiem.
Domowik chronił dom i obejście, pomagał w pracach gospodarskich, a także opiekował się zwierzętami. Był traktowany jak członek rodziny, zawsze należało pamiętać o pozostawieniu dla niego jedzenia. Zaniedbany duch mścił się na gospodarzach, tłukł talerze, bił dzieci i straszył mieszkańców. Mógł także wyprowadzić się z domostwa.
Domowik mieszkał za piecem, na strychu lub pod podłogą. Przyjmował postać małego dziadka ubranego po chłopsku, z długimi włosami i brodą. Mógł też zmienić się w jakieś małe zwierzę, np. psa, kota lub węża. 
                                                  
Towarzyszką domowika była domacha, zwana także domowichą, kikimorą czy szyszymorą. W przeciwieństwie do swego ,,męża" była wyjątkowo złośliwa – plątała przędzę, straszyła dzieci i szkodziła zwierzętom domowym. Czasem wychodziła spod podłogi i przędła koronki.

Chyba wszystkie możliwe cechy domowika utożsamiają go ze skrzatem domowym, nie licząc tego, że podobno był duchem jednego z przodków mieszkańców domu – to oczywiście wymysł.

                                                        WODNE ,,DEMONY"
                                              
Wodniki istnieją, ale podane tu informacje mogą nie być prawdziwe!

Wodniki to męskie odpowiedniki niks. Zamieszkują jeziora, rzeki, stawy i studnie, a czasem także przydrożne rowy. 
Ich wzrost waha się między pół a jednym metrem. Mają rybie, zielone oczy, pomarszczone twarze, długie, rozczochrane włosy i błony pławne między palcami. Podobno potrafią zmieniać kształty – mogą zmieniać się w np. ryby*. 
Wodniki topiły przeprawiające się przez wodę lub kąpiące się w niej stworzenia**. Czasem zadowalały się tylko nastraszeniem**.
Według słowiańskich wierzeń wodniki powstawały z dusz ludzi, którzy utopili się w danym zbiorniku, często popełniając samobójstwo.
,,Wodnik często wygrzewał się na brzegu, bądź przesiadywał na kładkach lub mostach. Należało wtedy omijać go z daleka i nie wchodzić do wody. Czasem wodnik mógł także wyjść na ląd i wejść między ludzi, zwabiony np. tańcem lub śpiewem. Aby temu zapobiec, w bramę osady wstawiano wycięty w kształcie głowy słup.”
Ludzie którzy przechodzili obok zbiorników podobno zamieszkanych przez wodniki, zdejmowali czapki. Często tym stworzeniom składano także ofiary, np. ze zwierząt gospodarskich.
Żeńskimi odpowiednikami wodników są rusałki, zwane też rusalkami, boginkami czy wodnicami. Powstawały one z dziewczyn, które zmarły gwałtowną śmiercią i które jeszcze nigdy się w nikim nie zakochały. Są to oczywiście polskie niksy.
*To raczej mało prawdopodobne.
**Niksy także były posądzane o topienie ludzi, tymczasem są zupełnie łagodne i wabią ludzi do wody wyłącznie dla towarzystwa.  

Inne nazwy wodnika: vodyanoy, vodyanoi, vodnik, vodenjak, wodianoj, utopiec, utopek, topielec, utoplec, utopnik.
                                                     ELFOPODOBNE ISTOTY
                                    
Wiły to istoty podobne do rusałek, tyle, że żyły nie tylko w wodzie, ale także w lasach i górach. Mogły przybierać wiele postaci, ale najczęściej ukazywały się jako piękne, młode dziewczyny ze szklistymi skrzydłami. Były bardzo kapryśne wobec ludzi, uwielbiały robić im najróżniejsze psikusy. Czasem jednak pomagały młodym mężczyznom zawrzeć małżeństwo, ostrzegały przed burzą czy gradem albo pomagały rolnikom.
Uwielbiały taniec i zabawę. Nie lubiły jednak, gdy ktoś im przeszkadzał – na człowieka, który wszedł im w drogę, mogły sprowadzić chorobę, szaleństwo lub porwać go do swojego królestwa, z którego nikt nigdy nie wrócił.
Praktycznie na sto procent wiły to polskie elfy.  
  
Południce powstawały z kobiet, które zmarły krótko przed lub po ślubie. Ukazywały się w upalne dni jako młode dziewczyny lub stare kobiety w białym stroju. Na plecach nosiły duże worki, w których trzymały porwane dzieci. Chodziły po polu i zadawały ludziom zagadki – tych, którzy odpowiedzieli źle, zabijały sierpem. Czasem także dusiły, okaleczały lub nawet zabijały śpiących żniwiarzy.
Możliwe, że południce, o ile w ogóle istnieją, są spokrewnione z elfami.

Mamuny (dziwożony) to demony, które porywały dzieci i podmieniały je na swoje własne. Nienawidziły kobiet w ciąży i dokuczały im, jak mogły. Według legend są to kobiety, które zmarły w czasie ciąży. Najprawdopodobniej mamuny to elfki, które kradły ludzkie dzieci i podrzucały odmieńce.

To wszystko na dziś. Nie jest tego dużo, ale zawsze to coś. Następna notka będzie o skrzatach domowych(znowu), berbegazi i ... no właśnie, czym? Czekam na propozycję :)
Jeszcze taka mała uwaga na koniec - ,,zamówienia" piszcie zawsze w księdze gości lub w komentarzach do ostatnio dodanej notki - wtedy wszystko będzie bardziej uporządkowane.
Pozdrawiam, Nonia :)

Opowiadanie z Notatnika: Gobliny


Gobliny
Kiedy mój tata dostał nową pracę na uniwersytecie mieliśmy się przeprowadzić do innego miasta. Nie różniło się ono zbytnio od poprzedniego więc byliśmy zaskoczeni, gdy sąsiedzi kazali nam pilnować pojemników na śmieci, bo dobierają się do niego zwierzęta. W naszym stardym domu mieliśmy czasem łopoty z wiewiókami, ale nie było to coś, przed czym należy ostrzegać. Mama stwierdziłą, że wzięto nas za mieszczuchów, którzy nie mają krzty zdrowego rozsądku. Myśleliśmy tak, póki nie zobaczyliśmy wielkiej dzióry wygryzionej w naszym nowym plastikowym śmietniku.
- Jakie zwierze mogło to zrobić? - spytała mama.
- Może szop - odparłem.
- Szop sr... - mruknął tata.
Mama zmarszczyła brwi.
- Przepraszam.
Tata popatrzył na mnie porozumiewawczo a ja uśmiechnąłem się do niego.
Kupiliśmy nowe pojemniki, tym razem metalowe, i pułapkę, na tyle dużą, że można by było złapać w nią rysia. Mama włożyła do środka ogryzione kurze udka z kolacji i zostawiliśmy je pod garażem.
W nocy nic się nie wydażyło, ale kiedy nazajutrz wróciłęm ze szkoły, w klatce siedziała największa, najbardziej paskudna ropucha, jaką kiedykolwiek widziałem. Jej tłuste cielsko ldwo mieściło się w metalowej klatce. Kołysałą się w tył i w przód - nie sądziłęm, że ropuchy to potrafią - a gdy podeszłem bliżej zwróciła ku mnie spojżenie upstrzonych złotymi plamkami ślepi.
- Hej - odezwała się nieprzyjemnym, chrapliwym głosem - Wypuść mnie.
- Mamo! - wrzasnąłem i pobiegłem do domu.
Mama myła w kuchni warzywa. Wyciągnąłem ją na dwór i oboje przyjżeliśmy się ropusze. 
- Poprosiła, żebym ją wypuścił - powiedziałem, czując się jak skarżypyta.
Mama parsknęła śmiechem. 
- Na pewno by tego chciała. Zostawmy ją tutaj, puki nie wróci tata. Może on będzie wiedziałąm, co z nią zrobić. 
Mama weszła do domu, a ja odwróćiłęm się w stronę klatki. , i mógłbym przysiądz, że zobaczyłem kątem oka, jak ropucha się uśmiecha, odsłaniając przy tym ostre zęby.
- Wiem, że umiesz mówić - powiedziałem.
- Umiem - potwierdziła ropucha - A teraz mnie wypuść. Te pręty palą mi skórę. To boli.
- Wygryzłeś dziórę w naszym śmietniku.
- Nie, nie - Ropucha jeszcze bardziej wytrzeszczyła ślepia. Być może próbowałą zrobić niewinną minę, ale wyszło jej to kiepsko - To nie ja. 
- Jest was więcej ?- spytałem, rozglądając się dookoła - zrobiła to inna ropucha?
- Może.
Przykucnąłem obok klatki. Na skórze ropuchy naprawdę widać było czerwone pręgi. 
- Czym ty właściwie jesteś, bo chyba nie ropuchą ? - zapytałem.
- Co dostanę, jak ci powiem? - wychrypiał stwór.
- Nic - odparłem.
Stwór zabulgotał. Wstałem i otrzepałem dżinsy jakbym miał zamiar odejść.
- Zaczekaj! Jestem goblinem.
- Czym?
- Goblinem. Wypuść mnie, to coś ci dam.
- Co mi dasz? - chętnie bym wypowiedział jakieś trzy magiczne życzenia, ale zaniepokoiłem się, że będe musiał pocałować to okropne zielone paskudztwo. Nie miałem pragnień wartych takiej ceny. Wtedy dotarło do mnie, co stwór powiedział wcześniej - Jesteż goblinem?!
- A jeśli obiecam, że nie będziemy gryźć waszych rzeczy?  Zjadać odpadów ani kotów, ani niczego?
- Jecie koty?
Miałem wrażenie, że wciąż powtarzam ostatnie słowa stwora.
- Małe kociaki są lepsze. Nie trzeba ich tak długo rzuć.
- Chyba nie powinienem cię wypuszczać - oświadczyłem.
- Lubisz koty? Dobre, obiecuje ich nie jeść. Nic z waszego domu i żadnych kotów.
- Już nigdy? - zapytałem.
Goblin zaczął stęka i chrząkać, ale w końcu powiedział.
- Nigdy. 
Otworzyłem klatkę i pozwoliłem mu wyjść. Jego skóra przez chwilę mieniła się w słońcu i wydawało mi się, że widzę inne zwierzę, nadal przypominające ropuchę, ale bardziej wyprostowane, i wyposarzone w pazury.
Potem goblin wskoczył w gęste zarośla na skraju podwórka sąsiadów, i zniknął mi z oczu. 
Tata był rozcarowany, ale wytłumaczyłem mu, że ropucha nie mogła przegryźć pojemników na śmieci, bo nie ma zębów, i same poszlaki to za mało, aby wydać wyrok. Tata stwierdził, że widziałem za dużo filmów kryminalnych.
Goblin najwyrażniej dotrzymał słowa, bo już nic nie dobierało nam się do śmieci, nawet kiedy pojemniki byłe przepełnione po przyjęciach. Widywałem w okolicach dużo kotów i byłem całkiem spokojny - dopuki naszej sąsiadce nie zginęły dwa króliki.

                                                                                                                    Devon L.

Analiza: Gobliny są złośliwymi padlinożercami i w stadzie mogą być niebezpieczne. Na szczęście ten goblin był skłonny dobić targu z człowiekiem.

Opowiadanie z Notatnika: Hobgoblin


Ten stwór wprowadził się pod moje łożko, kiedy wypadł mi przedni ząb, i teraz szczypie mnie w nocy. Wiem, że nie robi tego kot, bo nasz kot nosi dzwonek.
Nazwałem go Ciastołemk, bo zabawnie to brzmi.
Straszy mnie cieniami, które pokazuje na ścianie w świetle nocnej lampki. Mam nadzieję, że nidługo z tym skończy.

Samuel M.


Analiza: Hobgobliny lubią robić kawały, bardziej zabawne niż złośliwe. Mogą naprzykrzać się ludziom, ale zazwyczaj są niegroźne.